RSS
środa, 18 maja 2016

 

Od jakiegoś czasu coraz bardziej fascynują mnie szczurki. Z gryzoniami mam od zawsze styczność. Pochodzę z małej wsi daleko za miastem więc kontakt z myszą szczurem jest nieunikniony. Mysz bardzo szybko można było spotkać na wolności gorzej sprawa się miała z szczurkami. Sporadycznie można było je spotkać na skraju łąki w starych stodołach, oczywiście tylko wieczorami. Spryciule tak dobrze się chowały, że w dzień tylko nieliczni byli dopuszczeni łaski oglądania ich oblicza. Pech chciał, że najczęściej osobami które znajdywały zwierzaczka były dziewczyny. W sumie cała miejscowość od razu dowiadywała się o tym zdarzeniu (wrzask był naprawdę donośny:))

Pamiętam swój pierwszy raz kiedy szczurek powąchał mi rękę. Coś niesamowitego. Wąsy bardzo szybko omiotły moje palce. Moje palce pachniały ciastkiem i chyba dlatego wydałem się mu apetyczny, ponieważ zaczął po chwili lizać palec wskazujący. Sądzę, że spokojnie można porównać język szczurka do języka psa.

Potem pierwszy szczurek na wychowanie. Wiedziałem, że oswajanie to długa droga. Nie zawsze jest ona prosta. Często bolesna dla obu stron :)

Owy szczurek bardzo szybko znalazł sobie dom i przyjaciela. To jest chyba najlepsze w tej pracy. Chlebodawca wraca po 2-3 latach już do twego własnego sklepu poznaje cię mimo tego że ja nie poznałem go. Fajnie jest usłyszeć że u szczurka wszystko dobrze że dochował się potomstwa a chlebodawca może się pochwalić prześwietną gromadką podopiecznych.

Jednym z pierwszych zwierzątek, które pojawiły się na liście oferowanych przez sklep był właśnie szczurek.

Zastanawiam się czy nie przygarnąć na stałe jednego z dwóch samców znajdujących się w tym momencie w sklepie. Bądź co bądź są ze mną od początku, od samego otwarcia.

Dotarły dziś nowe rybki. Znaczy przyjechały i wyjechały. Uwielbiam dostawy których nawet nie rozpakowuję a już są na nie chlebodawcy. Dziś była taka sytuacja. Wpada do środka dostawca i od progu: „kasa! kasa kasa, dawaj kase, kasa, kasa”.  Zapłaciłem i puf nie ma go! Niesamowite jacy oni szybcy :P

Zaraz po nim wpada chlebodawca. „Panie chce ten worek, ten , ten  i ten” No i uśmiech pojawia się na mej twarzy!

Wymyśliłem skąd wziąć kasę na opłaty. Przecież w bankach mają dużo kasy… (skrycie kopię tunel na zapleczu, będę informował o postępach)

Tagi: Szczurek
21:18, finals
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 maja 2016

 

Jak ja nie lubię takich dni jak dziś. Szaro ponuro nic tylko zamknąć się w domu. Niestety wiele osób korzysta z tego rozwiązania w takie dni. Nie ma co liczyć na utarg przy takiej pogodzie. Mój sklep zoologiczny jest bardzo młody, ma zaledwie 2 miesiące. Zastanawiam się jak mogę go rozreklamować, jak sprawić by chlebodawcy sami do mnie zawitali. Całe szczęście mam bagaż doświadczeń, wiedzę na temat zwierzaków tylko co to daje gdy w drzwiach nie widać chlebodawcy. Przerabiałem już chyba wszystkie możliwe formy reklamy. Na początek poszły ulotki. Bieda z nędzą. Jeden chłopiec zgłosił się z ulotką na 5000 sztuk rozdanych. Wizytówki. Akurat ta forma się przydaje, ponieważ jest prostym sposobem przekazania dalej swoich danych. Akcje i hepeningi w najbliższej okolicy. Sklepik istnieje dwa miesiące a my braliśmy już udział w 4 akcjach w regionie i dodatkowo w jednej imprezie byliśmy sponsorami. Odzew? Hmmm gdyby nie sprzedaż podczas trwania akcji to prawie bieda. Facebook oczywiście też prężnie działa. Większość znajomi i rodzina -.-

Wiecie opłaty gonią opłaty wszędzie wołają: „mi zapłać!” „czas spłaty faktury 1 dzień” „gotówka”.  Tylko skąd brać złotówki?

Chcesz mieć zarobek – wynajmij lokal bliżej ludzi. Wynajmij lokal bliżej ludzi – płać więcej. Płać więcej – będziesz mieć mniejszy zarobek. I tak dalej, dalej i dalej.

Owszem pojawiają się nowi Chlebodawcy. Ci zadowoleni wracają. Ja rozumie, że zadowolony chlebodawca powie innym o nas. Tylko czy my do tego czasu przetrwamy.

Z zazdrością na twarzy słucham o tym jak funkcjonują firmy na zachodzie Europy, jak państwa pomagają młodym w rozwinięciu skrzydeł. Mam wrażenie, że u nas dzieje się coś na zasadzie nieodpowiedzialnego grzybobrania. Mam na myśli że Państwo czyt. Władza,  zachowuję się jak nieodpowiedzialny grzybiarz, który widząc młody grzybek (młody przedsiębiorca) bez namysłu ścina go ostrym nożem (ZUS, US, Opłaty, itp.).

Gdzie szukać chlebodawcy? Jak mu o sobie powiedzieć?

Jestem optymistą. Czasem niepoprawnym. Mam nadzieję, że pasja mnie nie zawiedzie i uda mi się wypłynąć.

Cholerna pogodna, to wszystko jej wina! :)

środa, 11 maja 2016

              

„Dzień dobry!!” rozlega się głośno w drzwiach. Dziewczyna około 22-25 lat stoi w progu sklepu i serdecznie uśmiecha się do mnie. Widać było z miejsca że, będzie to ciekawa rozmowa. Jakiś czas temu kupiła sobie chomika, podobno miała spore doświadczenie z tym gryzoniem.  Dżungary, syryjskie wszystkie były już w jej hodowli „kiedyś”, ciężko mi powiedzieć kiedy to „kiedyś” było. Wnioskuję że bardzo dawno :) Miała problem ze świeżakiem. „Proszę Pana gryzie skacze drapie” myślę zło wcielone nie zwierzak. Taki był przynajmniej opis. Mowa o chomiku syryjskim. Jest większy i bardziej charakterny niż poczciwy dżugar. Każdy szanujący się sprzedawca sklepu zoologicznego powinien poinformować Chlebodawczynie że, jest to gatunek z którym warto trochę popracować. Na pewno nie jest to zwierzak który daje się brać na ręce i przytulać bezpośrednio po zakupie i osadzeniu w nowych czterech ścianach. Niestety nikt szanownej Chlebodawczyni nie poinformował o tym fakcie. Sprzedali jej słodko wyglądające zwierzątko. Jej poprzednie doświadczenia nie obfitowały w takie sytuacje. Tak jak myślałem, to „kiedyś” musiało być naaaaprawde dawno :)  

  Chomik zaraz po zakupie został poddany pakietowi czułości na który sądzę nie miał ochoty. Pokazał to w bardzo delikatny sposób gryząc dotkliwie jej rękę. Na tym etapie czułości się skończyły i zaczęła się asymilacja oprawcy. Nie ma oswajania nie ma przytulania! Kropka.  „ Może mi Pan pomóc?” pada na koniec. Na odległość się nie da. „Ale ja mieszkam tutaj obok” i pobiegła. Zatkało mnie kiedy po chwili z chomikiem w klatce pojawiła się z powrotem . Chomik przerażony. Klatka ląduje na ladzie. „no niech Pan zobaczy!” , rzeczywiście chomik nędza, jakby go coś zjadło i wypluło.  Dobra trzeba drastycznie. Biorę Chlebodawczynie na bok i zaczynam wykład z chomikologi stosowanej. W tym czasie chomik się uspokaja. Po 10 min i paru kawałkach suszonego brokułu chomik siedzi spokojnie na mojej ręce. Teraz wiem co czuję guru gdy spogląda na niego tłum wyznawców. 

wtorek, 10 maja 2016

 

Dzień pod znakiem przygotowań do pokazu w przedszkolu. Nie ma to jak zadowolone miny dzieciaków kiedy pierwszy raz w życiu dotykają węża bądź jaszczurki. Ważne też że, zwierzaki odczuwają przyjemność z obcowania z naszym gatunkiem. Myślę że, w dużej mierze na taki charakter zwierzaka największy wpływ ma praca z nim. Czas oswajania jest naprawdę niesamowity. Ja nie znam Ciebie  ty nie znasz mnie. Na początku nieufnie. Coraz bliżej. Pierwszy kontakt. Potem to już z górki :)

                Dzieciaki są najlepszymi odbiorcami świata zwierząt. Zadawają miliardy pytań, często bardzo trafnych. Czasami się wstydzą, czasami są bardzo bezpośrednie. Lubię to!

Drugi znak dnia to klatki i ich czyszczenie. Pupilek milusi fajniusi ale nie da się ukryć że, nafajdać też umie. Kupa sama nie wstanie i się nie wyrzuci.  Gdyby tak zebrać wszystkie minusy trzymania zwierzaka w domu według chlebodawców to gwarantuję że w pierwszej trójce znajdzie się sprzątanie kuwety, klatki, woliery. Polak leniwym jest. Najlepiej by kuweta miała opcje samooczyszczania, zasypywania żwirkiem i zasypką, neutralizowania nieprzyjemnego zapachu i kosztowała z 10 zł.

Wrócił Pan od akwa. Zadowolony oznajmił: „ zbiornik postawiony” aż, chciało się powiedzieć „dobra robota żołnierzu! Spocznij!” fajny gość swoją drogą. A jak fajny to się kawę proponuję :)

Pomiędzy łykami czarnej temat krążył wokół baniaka. Wyjaśniłem wiele jego wątpliwości, wiele też muszę się douczyć lub poznać.  Szanowny chlebodawca podsunął mi świetny pomysł. Od dawna stosuję nawozy do akwa które, sam sobie mieszam. Chlebodawca zapytał czemu ich nie reklamuję/sprzedaję. Kurza twarz że, ja na to nie wpadłem. Przecież nie mam się czego wstydzić. Moje nawozy się sprawdzają, dowodem na to są zbiorniki gdzie używam tylko ich a rośliny wychodzą z wody. Temat do przemyśleń jest. Hmm jak by tak masowa produkcja z fabryką… :)

Będę miliarderem !!!

poniedziałek, 09 maja 2016

 

Wreszcie dotarła ! Długo wyczekiwana wieeelka buda dla wielkiego psa ( hmm może bardziej długiego) Drewniana, solidna, brązowa, piękna i bajerancko… uszkodzona!!

No bo po co czytać naklejki „Uwaga kruche!” „Tą stroną do góry!”  przecież można sobie pograć przesyłkami w tetrisa na samochodzie.  Ok niech będzie idziemy na bitwę :)

A tak na serio, nie ma to jak Drogi chlebodawca który, ma wysokie mniemanie o swoim pupilu :)

Pies mega pozytywny tzw. „serdel” niskopodłogowy lub jak kto woli jamnik. Taki typowy jamnik, długi lekko z nadwagą :) Moja uwaga powędrowała na Chlebodawcę. „Buda ma być przestronna tak by moja psinka swobodnie mogła się w niej poruszać” myślę sobie „spoko, psiak mały buda będzie glanc legal” pada propozycja standardowej budy o rozmiarach dopasowanych do wymiarów psa. Po czym odpowiedź: „ Chyba Pan żartuje moja psinka nie będzie się przecież cisnąć w 4 ścianach”. Klient nasz Pan. I oto jest kolos z przeznaczeniem na bernardyna w którym, zamieszka „psinka” . Oczywiście „serdel” pewnie jeszcze nie wie że, czeka go w niedługim terminie wyprowadzka z cieplutkiego mieszkanka na zewnątrz. Ciekawi mnie czym musiał sobie nagrabić :)

Koniec końców dach budy zniszczony walczymy o nowy !

Rybki które ostatnio do mnie trafiły na dobre już się zadomowiły. Bardzo cieszy mnie że, na 60 ryb wszystkie szczęśliwie przetrwały podróż. Staram się dobierać zwierzaka zawsze tak by właściciel sprostał jego wymaganiom. W końcu to radocha z długo żyjących pupili jest najważniejsza. Pierwsze sztuki już znalazły sobie nowe domy. 

Podczas testowania parametrów wody w baniaku do sklepu wszedł Chlebodawca. Zainteresowany tylko roślinami, wpatrywał się w baniak. Szybkie przywitanie uśmiechem i zgajam rozmowę. Chlebodawca stawia jutro baniak 100L i przyszedł zobaczyć co może posadzić. Okazało się że, stawia pierwsze akwarium dla dzieciaka. Rozmowa trwała około 2 godziny a ja starałem się przekazać jak najwięcej informacji „świerzakowi” . Dawno temu mój tata też założył mi pierwszy baniak. Wspomnienia wróciły a czas zatoczył koło.

Super jest być po tej drugiej stronie lady.

piątek, 06 maja 2016

„Czy było warto?” Usłyszałem dziś z ust zwykłego klienta. „Czy warto w dzisiejszych czasach poświęcać się dla zwierzaków?”  Bez chwili namysłu padło z mych ust „Pewnie że, tak !” Klientem była Pani około 35 lat zabiegana, zdyszana widać że, wraca prosto z pracy. Wie Pani – odpowiadam – niezmiernie mnie cieszy praca ze zwierzętami. Mimo tego że, jestem osobą towarzyską, lubiącą zgiełk ludzki to czasami z utęsknieniem czekam otwarcia drzwi sklepu. Najlepsze w tej pasji są rozmowy z ludźmi na temat zwierząt. Rybka, kot, jaszczurka, pies, papuga tematów jest mnóstwo. Pojawił się uśmiech na jej twarzy. Spakowała puszki do torebki i na odchodne dodała że, dobrze jest połączyć prace z pasją. „Ja nie pracuję” odpowiedziałem zadowolony „ ja poszerzam kręgi swojej pasji”. Tacy klienci cieszą.

Aaaa zapomniałem :) jestem Pan Bonifacy i realizuję marzenie z dzieciństwa o którym, chciałbym wam trochę opowiedzieć. Pewnie udało się Wam już zgadnąć że, powyższa sytuacja działa się w sklepie zoologicznym. Tak był to sklep zoologiczny, powiem więcej to był mój sklep :) Po co blog? By pokazać że, w Polsce są też sklepy zoologiczne które, dzięki pasji właścicieli szerzą miłość do zwierzaka. By miłośnicy zwierzaków choć trochę zmienili zdanie o sklepach zoologicznych. Wiem że, Ci duzi strasznie nabrudzili wieloma aferami. Ich sprawa. Trzeba jednak zrobić grubą kreskę i oddzielić ich od Nas, od ludzi z pasją.

Zaglądajcie do mnie czasem. Będzie dużo opowieści o klientach (a są oni naprawdę niesamowici), opowieści o tym jak udało się wystartować, o przeszkodach, o problemach. Zostawiajcie komentarze z pytaniami o zwierzaki.

Myślę że, to początek nowej przygody :)